
Nazywam się Adrian Kansy.
Moja pasja do drewna zaczęła się w dzieciństwie.
Jako chłopiec często zaglądałem do stolarni pewnego starszego pana — człowieka
z ogromną wiedzą i serce do drewna.
To on pokazał mi, jak drewno potrafi żyć, pachnieć, mówić.
Choć dziś już go nie ma, zostawił we mnie coś bezcennego — iskrę, która płonie do dziś.
Mój wujek również tworzył prawdziwe cuda z drewna.
Patrząc, jak jego ręce zamieniają zwykły kawałek deski w coś pięknego, zrozumiałem, że w drewnie jest magia — i że chcę być jej częścią.
Chociaż życie rzucało mnie na różne ścieżki, to i tak wróciłem do drewna.
Dziś, po latach, mogę powiedzieć, że każdy mój mebel, każda rzeźba i każdy detal niosą w sobie tę samą pasję, którą wtedy poczułem.
Tworzę z serca, z pokorą i z miłością do drewna — tak, jak nauczyli mnie ci, którzy byli przede mną.
Drewno uczy pokory. Każdy sęk, każda linia ma swój sens.
Tworząc, staram się nie zmieniać natury, ale ją dopełniać — pozwolić jej przemówić własnym głosem.

W mojej pracy łączę tradycję rzemiosła z wewnętrznym spokojem.
Każdy projekt jest jak rozmowa – między mną, drewnem i człowiekiem, który potem będzie z tego korzystał.
Nie tworzę mebli na chwilę. Tworzę rzeczy, które mają trwać – i przypominać, że w prostocie jest piękno, a w dotyku drewna – życie.

Dla tych co dosiedli aż tak daleko…
TROCHĘ WSPOMNIEN Z ŻYCIA
Od dziecka najlepszym miejscem zabawy był dla mnie warsztat mojego Ojca.
To tam naprawiało się wszystko, co tylko mogło się popsuć na gospodarstwie.
Miałem czasami zakaz wstępu, bo potrafiłem wynieść wszystkie gwoździe, poprzekładać narzędzia…
Ale zakaz to był dla mnie tylko znak, żeby znaleźć inny sposób — więc wchodziłem przez małe okienko. Jak Tato zamykał na klucz.
W tym warsztacie powstały moje pierwsze drewniane „cuda”: traktorki, maszyny rolnicze, takie, których nie dało się kupić w sklepie.
Robiłem je nie tylko dla siebie — koledzy zamawiali u mnie swoje wymarzone modele, bo nikt takich nie miał.
Już wtedy drewno było dla mnie czymś naturalnym.
W szkole długo nie mogłem wybrać zawodu.
Nauczyciele widzieli we mnie talent artystyczny — podobno świetnie malowałem — i chcieli mnie wysłać do szkoły artystycznej.
Życie jednak szybko mi pokazało, że to nie dla mnie.
Pomagałem przy renowacji fresków Artystą z Akademii Sztuk Pięknych i… dowiedziałem się, ile zarabiają. To mnie skutecznie zniechęciło.
Został więc dylemat: stolarstwo czy mechanika jak u ojca?
Wybrałem mechanikę, bo na stolarstwo nie było miejsc.
I tak mijały kolejne lata.
W 2019 roku, po wielu życiowych przejściach, coś się we mnie obudziło.
Dziś wiem, że czasem trzeba upaść, żeby powstać — i jestem wdzięczny wszystkim, którzy się do tego przebudzenia przyczynili.
Wtedy przyszła do mnie wizja pierwszej rzeźby, pierwszej lampy — Leśny Akcent.
Do dziś mam zdjęcia tamtych pierwszych prac i nadal budzą we mnie emocje. Oto one…


Rok 2020 był przełomowy.
Ludzie zaczęli prosić mnie o różne rzeczy: altanki, domki dla dzieci, dekoracje.
Pewnego dnia moja dziewczyna powiedziała:
— Jedź na pchli targ do Krapkowic. To pierwsze zdjęcie mojej wystawy prac z Krapkowic.

Jedne z pierwszych Leśnych Akcentów były podświetlane małymi diodami LED na baterie.


Posłuchałem jej.
Przygotowałem większe Leśne Akcenty, świeczniki, donice.
I wtedy wydarzyło się coś, co zapamiętam na zawsze — w jedną sobotę sprzedałem prawie wszystko.
Ludzie byli zachwyceni, a ja po raz pierwszy poczułem, że to ma sens.
Kolego też przyszedł do mnie i chciał żebym mu zrobił lampę, taką samą jak ja kiedyś zrobiłem do mojego salonu, z starej belki budowlanej. No i mój dawny projekt stolika który wykonałem dla siebie.


Po długich przemyśleniach, 1.1.2021, otworzyłem oficjalnie firmę KANADRIA.
Od tamtej pory tworzę z pasją, sercem i wdzięcznością — za to, że mogę robić to, co naprawdę kocham.

To moja pierwsza witryna sklepowa w Oleśnie.
PODZIĘKOWANIA
Chciałbym z głębi serca podziękować wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do rozwoju mojej pasji i powstania marki KANADRIA.
Wasze wsparcie, dobre słowo, pomocne gesty i wiara w moje ręce były paliwem, które pchało mnie dalej, nawet wtedy, gdy sam w siebie nie do końca wierzyłem.
Dziękuję tym, którzy pojawili się na mojej drodze przypadkiem…
i tym, którzy byli ze mną od zawsze.
Dziękuję każdej osobie, która zamówiła u mnie pierwsze prace, dała szansę moim pomysłom, albo po prostu powiedziała:
„Idź dalej — to jest dobre.”
To dzięki Wam zrozumiałem, że warto tworzyć, warto próbować, warto się podnosić.
Szczególne podziękowania kieruję do moich rodziców.
To Oni pokazali mi świat pracy, cierpliwości i odpowiedzialności.
Od Ojca przejąłem miłość do warsztatu, zapach drewna i odwagę, by próbować, kombinować i tworzyć.
Od Mamy — ciepło, które staram się wkładać w każdy projekt.
Dziękuję Wam za wszystko, co we mnie zasialiście.
Bez tego nie byłoby ani mnie, ani mojej pasji, ani Kanadrii.
Dziękuję również tym, którzy już odeszli, ale zostawili mi coś bezcennego — inspirację, przykłady, wspomnienia i iskrę, która nigdy nie zgasła.
Każdy stół, każda rzeźba, każda deska, która wychodzi spod moich rąk, niesie w sobie cząstkę Was wszystkich.
KANADRIA powstała dzięki Wam — i z Wami idzie dalej.
Adrian Kansy.

